Strony

niedziela, 18 sierpnia 2019

Rozdział piętnasty

Gabrielle POV:
Gdybym powiedziała, że nie byłam zaskoczona widokiem wysokiej, ślicznej brunetki stojącej w kuchni Luki, skłamałabym. Za cholerę nie spodziewałam się, że wpadnie tutaj jak do siebie i zacznie wrzeszczeć, burząc cudowny nastrój i błogą ciszę. Kim ona u licha była, i co tutaj robiła?! Szlag, a jeśli to jego żona?
Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś?! Czekałam! - wydziera się, aż mam chęć zasłonić sobie uszy.
- Nie krzycz w moim domu - Luca ociera usta serwetką i wstaje, górując wzrostem nad brunetką - Nie mam pojęcia, jakim cudem dostałaś się do domu, ale w tej chwili masz go opuścić, Marinello. Czy to jasne?
- Jak możesz mnie tak traktować? Po tym wszystkim, co razem przeżyliśmy! - jej pewny, oskarżycielski ton przechodzi w smutny i płaczliwy. Widzę, jak Luca zmienia postawę i zaciska szczękę - Minęło tyle czasu.
- Szlag - do kuchni wpada zdyszany Javier, mordując wzorkiem kobietę - Wybacz, musiała się przesmyknąć.
- W porządku, poradzę sobie z nią - Luca mruży oczy, wpatrując się w piękność. Wyglądam przy niej jak uczennica - Mówiłem ci wiele razy, że masz zakaz przychodzenia do mojego domu. Czego nie zrozumiałaś?
- Zrozumiałam każde twoje słowo, ale nie mogłam dłużej czekać. Dlaczego ignorowałeś moje telefony?
- Doskonale wiesz, dlaczego. Trzy miesiące temu zakończyłem naszą znajomość, czego nie uszanowałaś.
- Bo się w tobie zakochałam! - o słodka Marysiu! Uchylam usta, zezując raz na jedno, raz na drugie i próbuję doszukać się uczuć na twarzy Luki. Na próżno - Co zrobiłam, huh? Było nam razem tak dobrze!
- Przesadzasz, moja droga. To była przelotna znajomość, z którą nie wiązałem przyszłości. Wiedziałaś o tym, Marinello, niczego przed tobą nie ukrywałem. Kiedy to zakończyłem, poszedłem dalej. Ty nie.
- Jezu! Nie mogłam! Wciąż o tobie myślę, śnię, marzę. Przez trzy miesiące nie mogłam do ciebie dotrzeć, bo twoi ludzie nie dali mi szansy! Nie odbierałeś moich telefonów, całkowicie się ode mnie odciąłeś!
- I to nie dało ci do myślenia? - Luca przewraca oczami, jakby nudziła go ta rozmowa, i nalewa do niskiej szklaneczki bursztynowy płyn. Zaciśnięta szczęka zdradza jego zniecierpliwienie, co zdążyłam już poznać - Mówiłem ci, że jestem zakochany i oczekuję na moją kobietę - Luca patrzy prosto na mnie, a moje ciało wręcz kipi. Spędziłam z nim dwa i pół tygodnia, niewiele o nim wiedziałam, ale chyba dopiero w tym momencie uderza we mnie świadomość, że ten mężczyzna naprawdę kocha mnie od czterech lat. Nie mam pojęcia, jak to możliwe, ale i w moim sercu budzi się dziwne ciepło. Myśl, że komuś na mnie zależny, że ktoś pragnie mnie i nie chce skrzywdzić, jest jak walnięcie obuchem - To jest moja cudowna Gabrielle.

- Ach tak - Marinella odrywa wzrok od Luki i przenosi go na mnie. Jeszcze sekundę temu w jej oczach można było dojrzeć uczucie, które teraz zamienia się w lód i nienawiść. Patrzy na mnie tak, jakby samym spojrzeniem chciała mnie zamordować - Przybyła twoja pani, a ja poszłam w odstawkę, tak? Wygodnie.
- Nie pleć bzdur - Luca złości się, mocniej zaciskając palce na szklance - Nie poszłaś w odstawkę, ponieważ nawet przez chwilę nie brałem tego, co było między nami, na poważnie. Wiedziałaś o tym od początku.
- Owszem, jednak miałam nadzieję, że zmienisz zdanie, że mnie pokochasz! Pięć straconych miesięcy.
- Powinnaś już iść - Luca kiwa głową do Javiera, który wciąż stoi w progu, i niemo rozkazuje, aby zabrał kobietę. Mój ochroniarz robi to bez mrugnięcia okiem, a Marinella wychodzi nie oglądając się za siebie. Wlepiam wzrok we własne dłonie, a po miłej atmosferze nie ma nawet śladu - Wybacz, że byłaś tego świadkiem. Przysięgam, że Marinella nigdy więcej nie odwali podobnego numeru, kochanie. Przepraszam.
- Nie musisz mnie przepraszać. Naprawdę ona nic dla ciebie nie znaczyła? Tylko się z nią zabawiałeś?
- Szczerze? Tak - wzrusza ramionami, odkłada szklankę na stół i kuca przede mną, chowając moje dłonie we własnych - Lubię seks jak każdy facet, Gabrielle. Marinella wiedziała, że nie obdarzę jej uczuciem, nie poproszę o rękę i nie będę jej na wieki. Bylem z nią całkowicie szczery, aby nie robić jej złudnych nadziei. Jestem skurwielem, ale zawsze gram fair. Przystała na to, nie oczekiwała ode mnie niczego więcej,
dlatego nie bardzo rozumiem jej dzisiejszą wizytę. Nigdy wcześniej nie powiedziała, że coś do mnie czuje.
- Jak można nic do ciebie nie czuć? - uśmiecham się, patrząc w te piękne oczy. Luca marszczy brwi, zaskoczony moimi słowami - Przyciągasz do siebie kobiety jak magnes, zauważyłam to ostatnio w restauracji. Każda gapiła się na ciebie jak sparaliżowana, zapewne wyobrażając sobie sprośne rzeczy. Jesteś przystojny, bogaty, męski, nie da się przejść obok ciebie obojętnie. Głowy same się obracają.
- Uważasz, ze jestem przystojny? - seksownie oblizuje usta, zerkając na moje. Przełykam ślinę, a mój oddech przyśpiesza. Jak on to robił, że samym spojrzeniem potrafił mnie roztopić? - Powiedz mi, piękna.
- Doskonale o tym wiesz - puszczam mu oczko i pstrykam palcem w czubek nosa. Piszczę, kiedy nagle porywa mnie w swoje ramiona, tuli do siebie i niesie na górę, po czym wpada do sypialni niczym huragan. Moje plecy zderzają się z materacem, a jego ubrania lądują na podłodze. Kiedy staje przede mną całkiem nagi, przed oczami wiruje mi obraz naszej wspólnej, pierwszej nocy. Do tej pory, na samą myśl, co ze mną robił, moje ciało dosłownie płonie. Nie sądziłam, że jest seks taki... niesamowity - C-co chcesz zrobić?
- Myślę, że wiesz co. Po wczorajszej nocy wciąż mi ciebie mało - uśmiecha się lubieżnie, pozbywa mojej sukienki i majtek, i rozchyla moje nogi. Odruchowo próbuję osłonić się przed jego chciwym spojrzeniem, ale wystarczy jego skarcony wzrok, abym się poddała. Nie przywykłam do tego, aby Ignazio patrzył na mnie z takim pożądaniem i pragnieniem, a Luca niemal pożera mnie oczami - Jesteś taka piękna, dziecinko. Nie wierzę, że jesteś cała moja - sunie palcami po moich udach, dociera do ich zwieńczenia i przygryza wargę - Sam nie wiem, na co mam ochotę. Jest tyle rzeczy, które chcę z tobą zrobić - posyła mi czuły uśmiech i dotyka wrażliwego guziczka. Próbuję leżeć spokojnie i nie zrobić z siebie idiotki, ale ciężko mi idzie. Pieszczoty w jego wykonaniu to uczta dla ciała i duszy. Zero przemocy, siły, wulgarności. Tylko czułość, delikatność i przyjemność, którą pokochałam. Dlatego wystarczy kilka ruchów, a moje biodra podążają za jego sprawnymi palcami, które doprowadzają mnie do szaleństwa - Nie masz pojęcia, jak cudownie teraz wyglądasz, moja piękna - zabiera palce, na co jęczę niezadowolona i czekam na to, co zaplanował - Chodź do mnie - kładzie się na plecach, wciąga mnie na siebie i sadza na biodrach. Czuję jego podniecenie, które ociera się o wrażliwe fałdki i ledwo mogę usiedzieć spokojnie. Dodatkowo krępuje mnie to, iż może na mnie patrzeć, co nadal jest dla mnie nowością. Mój mąż miał w nosie moje ciało, liczyło się tylko to, że mógł je sobie wziąć - Uwielbiam rządzić, ale dzisiaj oddaję ci kontrolę - już uchylam usta, aby zaprzeczyć, wybić mu z głowy ten pomysł, ale ucisza mnie palcem, którym zatyka mi usta - Nie chcę słyszeć słowa, Gabrielle. Uwielbiam cię, pożądam, kocham. Nie wstydź się mnie - nie spuszczając ze mnie wzroku, sięga do szuflady, wyjmuję prezerwatywę i nasuwa na swojego penisa, po czym nakierowuje mnie na siebie i opuszcza, a jego męskość wypełnia mnie całkowicie. Mimo tego, iż od dawna nie jestem dziewicą, sprzęt Luki jest o wiele większy, niż mojego męża. Wczorajszej nocy byłam zaskoczona, kiedy czułam dyskomfort, kiedy złączyliśmy się po raz pierwszy. Dzisiaj jest podobnie, jednak przyjemność, którą odczuwam z każdym ruchem bioder, przegania wszystko inne, pozwalając na rozkosz.



Luca POV:
Z samego rana sprawdzam, czy wszystko przygotowane jest na lot do Włoch. Mój prywatny samolot oraz pilot już czekają w gotowości. Gabrielle krząta się, zgarniając do torebki potrzebne gadżety i muska usta pachnącym błyszczykiem. Uśmiecham się na widok jej dobrego samopoczucia i lekkiego uśmiechu, którym obdarowywała mnie od samego rana. To oczywiste, że była prze szczęśliwa na myśl o powrocie do domu,
w przeciwieństwie do mnie. Miałem mnóstwo obaw i nie wiedziałem, czego się spodziewać, a najbardziej nienawidziłem właśnie niepewności. Byłem przygotowany na wściekłość braci Mancuso, a nawet na samego Ignazio Carmine, który zapewne będzie próbował odebrać mi Gabrielle. Jakoś nie wierzyłem, że bracia Gabrielle nie powiadomili go, iż jego żona wraca do Neapolu. Czułem, że może rozpętać się piekło. Carmine był wściekły, rozgoryczony i zapewne zdolny do wszystkiego, aby tylko odzyskać moją kobietę. Cóż, miał pecha, ponieważ nie zamierzałem pozwolić, aby zbliżył się do niej choćby na metr. Pragnąłem jego śmierci, żeby przestał istnieć i uwolnił od siebie Gabrielle na zawsze. Tylko wtedy odetchnęłaby z ulgą, odblokowała się i poczuła, że nic już jej nie grozi. Poza tym mogłaby zostać moją żoną, o czym marzyłem od czterech lat. Dwa ostatnie dni pokazały mi, że wreszcie zaczęła patrzeć na mnie inaczej; z ufnością i czułością. Nie wiem, co sobie myślała, bo nie pisnęła na ten temat słowa, ale czułem, że
coś się we niej zmieniło. Oddała mi się dwa razy, bez strachu, niepewności czy obaw. Wczoraj oddałem jej kontrolę, przejęła stery i mimo tego, iż na początku była zestresowana i zawstydzona, po chwili odprężyła się i oddała przyjemności. Wyglądała obłędnie, kiedy siedziała na mnie i zmysłowo poruszała biodrami. Tylko cudem udało mi się powstrzymać i nie wybuchnąć po pierwszych trzech sekundach.

Lot mija spokojnie. Gabrielle siedzi obok mnie, bawi się moimi palcami i wygląda przez okno, podziwiając chmury. Wygląda obłędnie w dopasowanych jeansach i bluzce bez rękawów, która idealnie opina jej piersi. Już cztery lata temu, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, była nieziemsko piękna. Pieprzony ideał pod każdym względem, chociaż twierdziłem, że tacy ludzie po prostu nie istnieją. Ona była wyjątkiem.
- Liczę na to, że po wszystkim naprawdę wrócisz ze mną do Barcelony - przerywam ciszę, która panuje zbyt długo i zaczyna mnie męczyć. Gabrielle przekręca głowę i patrzy mi w oczy - Obiecałaś mi to.
- Wiem, Luca. Dotrzymam słowa i wrócę z tobą, nie masz powodu do obaw. Właśnie o to się martwisz?
- Owszem. W Neapolu wiele spraw może pójść nie tak i zrobi się nieprzyjemnie. Twoi bracia są wściekli.
- Mają prawo, co? - puszcza mi oczko, czym mnie zaskakuje i przysuwa się bliżej - Są bardzo troskliwi i kiedy zniknęłam, na pewno szaleli z niepokoju. Lecę tam po to, aby zapewnić ich, że jestem cała i zdrowa, że nie dzieje mi się krzywda i opowiedzieć, co zrobił mój mąż. Nie chcę, żeby przez jego kłamstwa rozpętało się piekło i żebyś ty ucierpiał. On mnie zniszczył, ty mnie uratowałeś, Luca. Muszą to wiedzieć.
- Żałuję, że zrobiłem to tak późno. Dwa, pieprzone lata, Gabrielle - zaciskam szczękę i dotykam jej policzka, patrząc w te niesamowite oczy - Nie mogę przeboleć, że zostawiłem cię bez żadnego nadzoru.
- Daj spokój, proszę. Mówiłam ci, że to nie jest twoja wina. Miałeś swoje życie, a ja swoje. Szkoda, że ojciec podjął taką, a nie inną decyzję - uśmiecha się uroczo i zawstydza, spuszczając wzrok na swoją dłoń, którą trzymam - Spędziłam z tobą niewiele czasu, a już wiem, że jesteś wspaniałym człowiekiem. Nie mówię tutaj o interesach, tym, czym się zajmujesz, bo nie o to chodzi. Chodzi o to - unosi lewą dłoń i przykłada ją do mojego serca, które bije jak szalone. Nie wiem czy to możliwe, ale w tym momencie zakochuję się w niej jeszcze mocniej - Masz dobre serce, mój drogi. Zaopiekowałeś się mną, uratowałeś przed mężem, przed czynem, którego nigdy w życiu bym mu nie wybaczyła - zamyka oczy i wzdycha, próbując odgonić wizję podwójnego gwałtu sprzed klubu, jak i tego w domu na oczach Javiera. Kiedy mi o tym opowiedział, rozpieprzyłem swoje własne biuro! - Dlatego wrócę z tobą do Barcelony. Lubię cię, jesteś dla mnie bardzo dobry i chcę cię lepiej poznać - kończy i nieśmiało unosi głowę, wbijając zęby w wargę.
- Kocham cię, Gabrielle Mancuso - chwytam jej brodę i wpijam się w usta, które są moim uzależnieniem.

Nasze przybycie jest owiane tajemnicą. Do hotelu wchodzimy wejściem od zaplecza, wjeżdżamy windą przeznaczoną dla personelu i chowamy się w wynajętym przeze mnie apartamencie. Przywiozłem ze sobą armię ludzi, która na razie pozostaje w ukryciu, aby nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Jedynie Javier i trzech innych ludzi czuwa przy naszym boku i pozostają w gotowości, gdyby na horyzoncie pojawił się Ignazio Carmine. Mimo tego, iż chciałem uniknąć konfrontacji akurat teraz, kiedy Gabrielle była przy moim boku, to i tak czułem w kościach, że ta szuja tak łatwo nie odpuści.

Pod wieczór, po odprężającym prysznicu, posiłku i seksie, do pokoju wchodzą bracia Mancuso. Odstrzeleni w czarne garnitury, z ochroniarzami, wyglądali jak potęga i siła, którą zresztą byli. Zaraz za nimi wchodzi Javier, który z troską spogląda na Gabrielle i zajmuje miejsce niedaleko niej, w każdej chwili gotów rzucić się na ratunek. Liczyłem, że bracia zachowają spokój i zechcą nas wysłuchać, a było sporo do powiedzenia.
- Jasna cholera, Gabrielle! - pierwszy zrywa się Domenico, który miażdży ją w swoich potężnych ramionach i całuje w czoło. Nie widzę jej twarzy, za to słyszę, jak pochlipuje - Tak bardzo za tobą tęskniłem, mała.
- J-ja też tęskniłam - unosi głowę, patrzy mu w oczy i uśmiecha się przez łzy - Wydaje mi się, że urosłeś.
- Dobrze ci się wydaje - śmieje się, czochrając jej długie włosy - Znowu pakuję, nabrałem więcej mięśni.
- Gabrielle - ich przekomarzanie przerywa Vito oraz Ottavio, którzy zachowują dystans - Chodź do mnie - Vito rozchyla ramiona i tuli siostrę, która ponownie się rozkleja. Cieszy mnie myśl, iż ma obok siebie kogoś, kto jest w stanie ją ochronić. Szkoda, że nie mieli pojęcia, co wyrabiał przeklęty Carmine! - Jak się masz?
- Dobrze, naprawdę. Nic mi nie jest, braciszku - ściska jego dłoń i spogląda na Ottavio - Jesteście źli?
- Źli? Jesteśmy wściekli - Ottavio wzdycha i całuje ją w policzek - Możesz wyjaśnić, co się tutaj dzieje?
- Oczywiście, właśnie po to przylecieliśmy. Luca - Gabrielle wystawia dłoń, podchodzę bliżej i chwytam ją, stając naprzeciwko braci Mancuso. Patrzą na mnie niepewnie, z dozą złości i kpiny - Zapewne się znacie, skoro Luca był w naszym domu i poprosił ojca o moją rękę. Cóż, my poznaliśmy się dopiero niedawno.
- To niewiarygodne, że ponownie wróciłeś, Savastano - Ottavio prycha, patrząc na mnie z rozbawieniem.
- Mówiłem, że wrócę. Gabrielle od tamtego dnia należała do mnie, Federico popełnił wielki błąd.
- Błąd? Nasza siostra poślubiła człowieka wpływowego, który zostanie bossem! To nazywasz błędem?!
- Ottavio, proszę - Gabi karci go i mocnej ściska moją dłoń - Liczę na to, że porozmawiamy na spokojnie, bez złości. Mam wam wiele do powiedzenia. Usiądźmy - bracia kręcą głowami, zajmują miejsce na kanapie, a Gabrielle naprzeciwko nich. Polewam do szklaneczek whisky i podaję każdemu, bo na trzeźwo ciężko będzie im znieść prawdę - Moje małżeństwo nie wyglądało tak, jak je widzieliście. Założyłam maskę, grałam, aby żaden z was nie odkrył prawdy. Gdyby tak się stało, konsekwencje byłyby ogromne.
- Konsekwencje? O czym mówisz, siostro? - Vito marszczy brwi i jako jedyny zachowuje całkowity spokój.
- Ignazio naopowiadał wam bzdur o tym, że Luca mnie porwał. Tak naprawdę uratował mi życie. Na urodzinach mojego męża, wtedy w klubie, chciał zgwałcić mnie razem z Marco, swoim przyjacielem - wszyscy zamierają, a ich usta dosłownie wypadają z zawiasów. Kiedy oni siedzą zszokowani, na twarzy Gabrielle dostrzegam rozpacz, jak i wstyd - To nie byłby pierwszy raz, ponieważ mój mąż gwałcił mnie bez przerwy. Od kiedy tylko zostałam jego żoną. Również mnie bił, oczywiście oszczędzając moją twarz.
- C-co? - Domenico gapi się na nią, a dłonie zaciska na szklance - Gwałcił cię? Bił? Jezu Chryste, Gabrielle!
- Wiem, braciszku! - mówi płaczliwie, zaciskając dłonie w pięści. Siadam obok niej, obejmuję ramieniem i całuję w głowę, aby dodać jej otuchy - Tak wiele razy chciałam wam powiedzieć, uwolnić się od niego, od tego cierpienia, ale nie mogłam! Ignazio zagroził, że wasze żony ucierpią. Nie mogłam na to pozwolić?
- Nasze żony? - Ottavio prycha, wychylając drinka jednym haustem - Co ten śmieć mógłby im zrobić, huh?! Są pod ochroną dwadzieścia cztery godziny na dobę! Trzeba było do nas przyjść, poradzilibyście sobie.
- Nie doceniasz go, bracie. Ignazio spowodował wypadek, w którym ucierpiała Giulia. Pamiętacie, prawda? - zamierają ponownie, jakby słowa Gabrielle były tylko żartem - Do tej pory leczy uraz biodra, który zafundował jej mój mąż, jako ostrzeżenie dla mnie. Miałam milczeć, inaczej stałoby się coś gorszego.
To on zepchnął Arinę z drogi - kiedy tylko kończy mówić, Vito zrywa się jak oparzony, a szklanka z jego drinkiem roztrzaskuje się na ścianie. Szarpie za włosy, chodzi tam i z powrotem i dosłownie płonie. Nawet trochę się boję, że zaraz wpadnie w pieprzony szał! - Jak sami widzicie, to nie są żarty. Ten człowiek jest nieobliczalny i nie ma żadnych zahamowań. Jeśli będzie chciał skrzywdzić wasze żony, zrobi to bez mrugnięcia okiem. Dlatego milczałam, żeby one mogły być bezpieczne. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby...
- Przestań, proszę!! - Vito nie wytrzymuje, wybucha i uderza dłońmi w szybę - To nie dzieje się, kurwa, naprawdę! Przez cały czas szukałem tego, kto próbował zepchnąć Arinę z drogi i bum... ani śladu, a to to on za tym stoi? Zapierdolę go za to, urwę mu fiuta za dotknięcie mojej żony! - wrzeszczy niemiłosiernie, zaciskając i rozluźniając pięści. Vito Mancuso był postawnym, mierzącym z metr dziewięćdziesiąt facetem, którego zawsze darzyłem szacunkiem. Miał łeb na karku, myślał, zanim zrobił i Federico bardzo mu ufał.
Na pewno był dobrym bossem i mądrze rządził. Kogoś takiego potrzebował Neapol - Druga sprawa; jakim cudem niczego nie zauważyliśmy, do cholery?! Przecież byłaś tuż obok nas, to po prostu niemożliwe!
- Możliwe, Vito. Ignazio to świetny aktor, rozkazał mi grać i udawać, że wszystko jest w porządku.
- Przez cały czas miałem go za cipkę - Domenico przeciera twarz dłońmi i spuszcza wzrok w dół, w poczuciu porażki - Miałaś go w garści, rządziłaś nim, Gabrielle. To nie do pomyślenia, że było inaczej.
- Właśnie tak mieliście myśleć, o to mu chodziło. Pozory. Tylko przed wami udawał takiego nieokrzesanego.
- Jaką w tym wszystkim ty odgrywasz rolę, Luca? - Ottavio spluwa z kpiną, mordując mnie spojrzeniem.
- Wróciłem do Neapolu po Gabrielle. Po tym, jak Federico odrzucił moją ofertę, przeniosłem się do Barcelony i tam budowałem wszystko od nowa. Trochę mi to zajęło, a kiedy wreszcie stałem się tam panem, przyleciałem po to, co moje. Nie miałem pojęcia, jakie piekło funduje Gabrielle to ścierwo. Kiedy się o tym dowiedziałem, czuwałem nad nią. Javier jest moim człowiekiem, ochraniał ją przez cały czas.
- To prawda. Gdyby nie on, Ignazio zgwałciłby mnie przy swoich ludziach. Nie jest taki, jakim wam się wydaje. Zdradza mnie od dawna, pieprzy swoje panienki, a potem wraca do mnie i bierze sobie moje ciało. Nie wrócę do niego, bo wtedy mnie zabije. Mam dość tego piekła, chcę wrócić do Barcelony.
- Co takiego?! Twój dom jest tutaj, przy nas! Wybij sobie z głowy, że teraz spuścimy z ciebie wzrok!
- Domenico, jestem dorosła i wiem, co robię. Luca się o mnie troszczy, przy nim odzyskałam spokój.

- Poważnie? Ile go znasz? Trzy tygodnie?! Jak mogłaś mu zaufać, do kurwy nędzy?! To jakieś szaleństwo!
- Uspokój się - karcę go, a jego wzrok ciska pioruny - Nie patrz tak na mnie, nie boję się ciebie. Gabi jest przy mnie bezpieczna, nie dzieje jej się krzywda. Zabieram ją z powrotem, bez względu na wszystko.
- A twoja rodzina? - pyta Ottavio, który dzisiaj jest wyjątkowo cichy - My się już dla ciebie nie liczymy?
- Liczycie się najbardziej na świecie, braciszku - Gabi siada obok niego, przytula się do ramienia i ściska jego dłoń. Dopiero wtedy się uspokaja i patrzy na nią z bólem w oczach. Prawda, którą wyznała ich młodsza siostra, zapewne jest dla nich ciężka - Tylko że ja potrzebuję czasu na regenerację, zrozum mnie. Przez prawie dwa lata żyłam w strachu, byłam zastraszana i g-gwałcona - ścisza głos i przełyka ślinę, spoglądając na mnie. Muszę powstrzymać się, aby nie porwać jej w ramiona i ponownie nie wywieźć do Barcelony. Ta wizyta sprawia jej za dużo pieprzonego bólu! - Czas, proszę was tylko o czas. Dobrze?
- W porządku - Vito i Domenico podchodzą do niej, stawiają na nogach i wciskają między umięśnione ciała, przytulając i dając wsparcie, którego potrzebowała - Będziemy mieć cię na oku, Gabrielle, nigdy więcej nie pozwolimy, aby stała ci się jakakolwiek krzywda. A Ignazio? Umrze śmiercią okrutną i bolesną - Vito zaciska szczękę i patrzy mi w oczy, jakby niemo przekazywał, żebym szykował się na wojnę.